ESEJ RECENZYJNY: LIBERALNA EDUKACJA I PRZYWÓDZTWO OBYWATELSKIE

ZAP COVER

Paul O. Carrese

(Vermont i Pembroke ‘89)

David McAvoy, Zbigniew Pełczyński: A Life Remembered, przedmowa: Walter Isaacson (Guildford, Wielka Brytania: Grosvenor House Publishing, 2012).

Walter Isaacson (Louisiana i Pembroke ‘74) wie co nieco o pisaniu biografii światowej sławy polityków, naukowców i wynalazców, stąd też miłą niespodzianką jest lektura jego przedmowy do „niesamowitego życia” nieco mniej słynnej postaci – oksfordzkiego profesora, będącego czołowym badaczem niemieckiego filozofa Hegla, a przy tym polskim, co więcej, europejskim patriotą oraz przykładem niezbędnego ogniwa między liberalną edukacją a przywództwem obywatelskim. W swojej ekscytującej przedmowie do jego biografii, posiadającej też cechy pamiętnika, o swoim byłym opiekunie naukowym na Uniwersytecie Oksfordzkim Isaacson pisze, że w życiu Zbigniewa Pełczyńskiego „odbija się większość tego wszystkiego, co jest inspirujące w dwudziestym stuleciu: upadek faszyzmu i sowieckiego komunizmu oraz rozprzestrzenianie się wiedzy i wolności ludzkiej”. Nie wspomniał wprawdzie, że większość profesorów z reguły nie wyraża zgody na pisanie swoich biografii czy też publikację wspomnień, podkreślił jednak, że życiowy dorobek tego „łagodnego nauczyciela, skromnego badacza [oraz] wspaniałomyślnego mentora” jest wielką lekcją dla każdego wolnego i rozumnego człowieka. Dlatego właśnie wraca wspomnieniami do swoich ulubionych zajęć z filozofii politycznej, prowadzonych przez profesora Pełczyńskiego kilka dekad wcześniej: „Od Arystotelesa i Platona uczymy się, jak ważne jest rozmyślanie nad szczęśliwym życiem oraz dążenie do niego. Jednym z najlepszych sposobów zrozumienia tej koncepcji w dzisiejszym świecie jest właśnie przestudiowanie i podziw nad życiem” tego nauczyciela i badacza, który zainspirował młodego Isaacsona swoją „ideą przekształcania myśli w czyn”. Amerykańscy Oksfordczycy powinni szczególnie gorliwie podjąć to wyzwanie Isaacsona – do refleksji, poznania i podziwu. Mimo że studenci i wykładowcy z ciepłą nostalgią – której doświadczam również ja – studiują życie tego wielkiego mentora i obywatelskiego lidera, to przyszłość nie maluje się w tak pięknych barwach. W XXI wieku, będącym już drugim stuleciem istnienia Rhodes Scholarship, uczelniom wyższym w Ameryce i Wielkiej Brytanii coraz trudniej jest wydać na świat tak oddanych nauczycieli oraz kreatywnych studentów w dziedzinie nauk humanistycznych i społecznych. To wymagające znacznych środków selektywne działanie jest niezbędne do szerokiej i liberalnej edukacji, która z kolei stanowi zarówno ideał cywilizacyjny, jak i kluczowe przygotowanie do przemyślanej pracy w środowisku akademickim i – bardziej ogólnie – w wolnych społeczeństwach. Tymczasem rośnie presja, aby kłaść nacisk na ekonomię skali, otwarty dostęp, „wymierne efekty” i postęp technologiczny – jako cele same w sobie, szczególnie poprzez programy online i szkolenia zawodowe. Oksford, podobnie jak inne ośrodki, był w stanie przetrwać wojny, katastrofy ekonomiczne i różnorakie kryzysy w minionym tysiącleciu, ale czy rzeczywiście wyższe i liberalne kształcenie przetrwa MOOC (masowe otwarte kursy online) oraz ciasny pragmatyzm?

Pełczyński przekuwał myśl w czyn głównie poprzez swoją długą i imponującą karierę na świetnym uniwersytecie, wyznającym zasady edukacji liberalnej, ucząc i pisząc o polityce w tolerancyjny i otwarty sposób od lat 50. do lat 90. Wśród jego studentów było wielu stypendystów Rhodesa, z których jeden został później prezydentem USA (Clinton: Arkansas i University ’68), inny amerykańskim senatorem (Sarbanes: Maryland/DC i Balliol ’54), a jeszcze inni uznanymi urzędnikami w Wielkiej Brytanii, Stanach Zjednoczonych oraz innych krajach. (Wśród fotografii zamieszczonych w niniejszym numerze znajduje się zdjęcie Pełczyńskiego odwiedzającego swojego byłego studenta w Gabinecie Owalnym Białego Domu). Jednym z podopiecznych profesora w gronie badaczy Hegla oraz przedstawicieli innych obszarów nauki był wykładający na Harvardzie Michael Sandel (Massachusetts i Balliol ’75). Isaacson nie jest jedynym wybitnym publicystą i pisarzem, którego uczył ten brytyjsko-polski profesor. Pełczyński był także przyjacielem sławnych oksfordzkich profesorów od Isaiaha Berlina i Leszka Kołakowskiego począwszy, a na J.R.R. Tolkienie skończywszy, zaś patronem jego projektów obywatelskich w Polsce i Europie Środkowej był miliarder George Soros. W 1992 roku królowa odznaczyła go Orderem Imperium Brytyjskiego za zasługi na rzecz współpracy angielsko-polskiej. W roku 1952 został obywatelem Wielkiej Brytanii, a kilka dekad później cieszył się już szacunkiem w obydwu krajach. Jak powiedział w 2005 roku ambasador Polski w Wielkiej Brytanii z okazji jego 80. urodzin: „Zbigniew Pełczyński jest w stu procentach Brytyjczykiem i w stu procentach Polakiem”.

W tym miejscu mogę wypowiedzieć się w imieniu mniej znanych studentów Pełczyńskiego: że nawet kiedy lista jego wybitnych studentów, podopiecznych i miłośników rosła, a on sam był coraz bardziej zajęty podejmowaniem wysiłków zmierzających do przywrócenia społeczeństwa obywatelskiego w liberalnej edukacji za żelazną kurtyną, zwłaszcza w Polsce, to w dalszym ciągu poświęcał czas i energię wielu studentom wysyłanym do Kolegium Pembroke oraz katedry polityki. Znam też kilku raczej mało znanych badaczy filozofii politycznej Hegla z całego świata, którzy szukali u Pełczyńskiego wsparcia i rady, a otrzymywali od niego wspaniałomyślne doradztwo. Czytelnicy American Oxonian mogliby z łatwością wymienić wielu wielkich profesorów Oksfordu oraz innych ośrodków akademickich, którzy zasługiwaliby na wspomnienie i wdzięczność, jednak David McAvoy słusznie dostrzegł niezwykłość życia i kariery Pełczyńskiego, stanowiących owoc wyjątkowego czasu w życiu Uniwersytetu Oksfordzkiego. Jego biografia dostarcza lekcji i pytań, które zwolennicy liberalnej edukacji powinni przemyśleć w tym niechętnym dla tej tradycji czasie.

McAvoy studiował pod okiem Pełczyńskiego w stosunkowo wczesnym okresie jego kariery, a prawie pięćdziesiąt lat później, w roku 2009, zdarzyło im się spotkać na zjeździe w Oksfordzie. Pełczyński był już na emeryturze i McAvoy zasugerował mu, że powinien spisać swoje wspomnienia. Emerytowany profesor powiedział, że jest zbyt zajęty – co było szczerą prawdą. Już na emeryturze, w latach 90., założył w Warszawie Szkołę Liderów, która powstała w celu umocnienia społeczeństwa obywatelskiego w Polsce oraz szerzej – w Europie Środkowej, w okresie przechodzenia od systemu totalitarnego do liberalnego. Zawsze pomysłowy nauczyciel zasugerował jednak, by jego student sam napisał pamiętnik za niego. McAvoy zgodził się – za co należą mu się wyrazy uznania – i tak powstała książka A Life Remembered, stanowiąca połączenie pamiętnika i biografii. McAvoy przeprowadzał ze swoim nauczycielem obszerne wywiady, zbierał też inne opinie i informacje, aby lepiej zrozumieć drogę, jaką przebył Pełczyński od nazistowskiego jeńca wojennego do znanego na całym świecie uczonego i obywatelskiego lidera. Poznajemy młodego polskiego działacza ruchu oporu, którego prawie zabili naziści w Powstaniu Warszawskim, a który później został uwolniony z obozu jenieckiego przez brytyjską armię i ukończył studia licencjackie, magisterskie i doktoranckie w Wielkiej Brytanii. Jego wytrwałość, odwaga oraz umiejętność opanowania języka angielskiego i niemieckiego w obcym systemie uniwersyteckim są wystarczająco imponujące. (Każdemu, kto kiedykolwiek studiował Hegla, należą się oczywiście dodatkowe punkty za wytrwałość). Uczony emigrant w końcu zostaje filarem katedry polityki w Oksfordzie, najpierw łącząc stanowiska badacza i wykładowcy od Kolegium Nuffield do Trinity, od Balliol do Merton, a następnie otrzymując stałą posadę profesora w Kolegium Pembroke. Jego studium na temat obywatelskich i liberalno-wspólnotowych wymiarów filozofii politycznej Hegla zdobyło międzynarodowe uznanie, dzięki ocaleniu Hegla od skutków potępienia go przez Karla Poppera jako wroga otwartego czy też liberalnego społeczeństwa i prekursora autorytaryzmu.

Co więcej, zarówno przed, jak i po zakończeniu oksfordzkiej kariery, Pełczyński podejmował bardzo wiele inicjatyw, mających na celu uczenie ludzi z Europy Środkowej ideałów autonomicznych rządów, liberalnej nauki i obywatelskiego obowiązku. Na własną rękę stworzył w 1982 roku program Oxford Colleges Hospitality Scheme, umożliwiający sprowadzanie polskich uczonych na krótkie pobyty do Oksfordu, przekonując wszystkie kolegia, aby zapewniały im zakwaterowanie, posiłki, kontakty z badaczami oraz dostęp do bibliotek. W latach 1982–1995 setki Polaków korzystały z krótko- i długoterminowych pobytów. Pełczyński przekonał George’a Sorosa do sfinansowania rozszerzenia wspomnianego programu na – można by rzec – pomniejszy, lecz w dalszym ciągu nadający się do tego celu uniwersytet na północ od Londynu [Cambridge] – również celem zapraszania naukowców ze Związku Radzieckiego, Węgier, Czechosłowacji i innych państw środkowoeuropejskich. McAvoy przytacza świadectwa ludzi, których kariery naukowe i życie obywatelskie uległy przemianom dzięki tym wizytom na uniwersytetach w Oksfordzie i Cambridge. Podczas jednego z wykładów w 1982 roku Pełczyński przewidział postkomunistyczną przyszłość Polski. Ilu uczonych i liderów politycznych we wczesnych latach 80. w Polsce i poza nią mogło mieć podobną wizję społeczeństw za żelazną kurtyną? Podobnie jak mało jeszcze wówczas znany polski kardynał, który w 1978 roku niespodziewanie został wybrany na Stolicę Piotrową, Pełczyński ośmielił się żywić nadzieję i planować przywrócenie wolności i godności ludzkiej. Obaj byli świadomi, że kontrrewolucja mogła wprawdzie rozwinąć się samoistnie, lecz będzie wymagała dalszych wzmożonych wysiłków zarówno w kraju, jak i za granicą, aby odnieść sukces.

Powinniśmy spojrzeć na osobiste, naukowe i obywatelskie osiągnięcia tego wielkiego europejskiego humanisty właśnie przez pryzmat refleksji McAvoya i Isaacsona i zastanowić się, czy szkolnictwo wyższe w Wielkiej Brytanii i Stanach Zjednoczonych będzie kontynuować tradycję liberalnej i liberalizującej edukacji, tak cenionej i propagowanej przez Pełczyńskiego. Samemu zainteresowanemu udało się zrozumieć ważny związek między intensywnym kształceniem studentów – zwłaszcza poprzez kursy skłaniające do myślenia w sposób otwarty i szeroki – a fundamentami obywatelskiego i politycznego przywództwa w wolnych społeczeństwach. W swojej dedykacji do książki Pełczyński zauważa, że Uniwersytet Oksfordzki jest sam w sobie zarówno instytucją „rozwoju intelektualnego”, jak i „akademią liderów”. Dbałość o życie umysłowe oraz o instytucje wspierające bardziej profesorów o szerokich horyzontach i otwartym umyśle, takich właśnie jak Pełczyński, aniżeli tych nastawionych wyłącznie na zdobywanie zawodu, to dla altruistycznych liderów oraz mężów stanu zajmujących się polityką niezbędne podstawy pośród złożoności i wyzwań technologicznych stojących przed wolnymi społeczeństwami XXI wieku, choć przez większość poprzedniego stulecia szkolnictwo wyższe skłaniało się raczej ku kształceniu zawodowemu, pragmatyzmowi i technicyzmowi. „Syreni śpiew” dający się słyszeć w ostatnim czasie kusi, aby uznawać za bardziej wartościowe te studia, które cechuje natychmiastowa użyteczność, technologiczny czar i krótkowzroczna polityka, aniżeli szersze i głębsze kursy z dziedziny humanistyki, nauk społecznych i nauk przyrodniczych. W oparciu o swoje dwudziestoletnie doświadczenie jako wykładowcy na akademii wojskowej, mogę powiedzieć, iż pożytek z takiego utylitarnego sposobu myślenia jest bardzo ograniczony. Można tu podać jeden, aczkolwiek dość istotny, przykład, a mianowicie, od czasu wojny w Wietnamie Stany Zjednoczone nie umiały sobie poradzić z konfliktami, bynajmniej nie z powodu braków w technologii, w systemach komunikacyjnych czy w umiejętnościach taktycznych w walce i dowodzeniu. Nie radziliśmy sobie z nimi, ponieważ zarówno cywilni, jak i wojskowi liderzy nie byli w stanie myśleć adaptacyjnie, twórczo i poważnie o stosunkach międzynarodowych oraz o wymiarze politycznym konfliktów zbrojnych, a także o ogromnej złożoności kultur i ludzkiej natury. Ten problem dotyka każdej dziedziny amerykańskiego życia ekonomicznego, politycznego i społecznego, w którym jesteśmy pochłonięci przez myślenie taktyczne i krótkoterminowe. Sądziliśmy, że takie podejście jest bardziej efektywne i bardziej naukowe aniżeli głębsze i ogólniejsze inwestowanie w formację intelektualną oraz kształtowanie charakteru moralnego. Tak mocno wierzymy w nowe dziedziny nauki, że ignorujemy rosnącą liczbę dowodów na ich porażkę. Liberalna edukacja w kolegiach czy na uniwersytetach, gdzie studiuje się przedmioty, którymi zajmował się Pełczyński, to znaczy myśl społeczną i polityczną w tradycji zachodniej i poza nią, łącząc najistotniejsze pytania stojące przed ludzkością i podstawy funkcjonowania polityki – to jedna z tych długoterminowych inwestycji. Amerykańscy absolwenci Oksfordu powinni zatroszczyć się o zachowanie tego szerszego spojrzenia zarówno w amerykańskim szkolnictwie wyższym, jak i na samym Oksfordzie.

To zaniepokojenie z powodu stałego obniżania się we współczesnym, technologicznym świecie wyższej niegdyś edukacji sięga co najmniej brytyjskiego matematyka i filozofa Alfreda Northa Whiteheada i jego Celów edukacji (1929). Bardziej współczesne głosy w amerykańskim środowisku akademickim z prawej i lewej strony – od Allana Blooma i Marthy Nussbaum do Anthony’ego Kronmana, a ostatnio także Andrew Delbanco – podjęły od nowa te argumenty, kierując je przeciwko powierzchowności, wąskiemu kształceniu zawodowemu i nowomodnemu stylowi braku liderów. Życie Pełczyńskiego pokazuje nam również, że oświecone i wysoko wykształcone społeczeństwa mogą w bardzo krótkim czasie zamienić się w barbarzyńskie. Cecil Rhodes był na tyle przenikliwy, że ostatnią swoją inwestycją uczynił model rezydencyjnej liberalnej edukacji, która służyłaby zarówno wyższemu kształceniu, jak i przygotowywaniu obywatelskich liderów do zajmowania się sprawami lokalnymi i światowymi. Ktokolwiek pracował w komisji kwalifikacyjnej stypendium Rhodesa, wie, jak trudno jest znaleźć u kandydatów takie cechy i przymioty, na których mu najbardziej zależało, a mianowicie, nie tylko „literackie i szkolne osiągnięcia”, ale także odwagę, oddanie obowiązkom, troskę o słabych, koleżeństwo, moralną siłę charakteru, instynkt przywódcy i poświęcenie dla obowiązku publicznego. W drugim wieku swego istnienia stypendium Rhodesa staje przed kolejnym wyzwaniem, jakim jest mniejsza skłonność szkolnictwa wyższego w Wielkiej Brytanii i Stanach Zjednoczonych do popierania takich programów studiów, które nie przekładają się na natychmiastowe efekty, za to dają nam nadzieję na zrozumienie znaczenia wszystkich wyżej wymienionych cech, a co za tym idzie, wyższych celów stypendium i sposobu dostosowania go do zmieniającego się świata. Jeżeli chodzi o to, co mogą zrobić w tej dziedzinie dyrektor i sekretarze krajowi – nie wspominając już o amerykańskich Oksfordczykach czy innych zwolennikach liberalnej edukacji i cnót obywatelskich na tradycyjny wzór oksfordzki – wielkim błędem byłoby nie pójść za przykładem Zbyszka Pełczyńskiego, by studiować, dyskutować i pisać o wielkich zagadnieniach; by zachęcać innych do robienia tego samego i w końcu prowadzić innych w ich praktycznych krokach zmierzających do rehabilitacji zagrożonych czy też tłumionych ideałów cywilizacyjnych.

Ponieważ Pełczyński był moim nauczycielem, a jego życie ucieleśnia ideał cywilizacyjny łączący w sobie humanistyczną naukę i kształcenie osobiste, powinienem zakończyć to bardziej osobistymi słowami uznania. Miałem okazję odwiedzić Zbyszka i jego żonę Denise kilka lat temu, nie widząc się z nimi od ponad dwóch dekad od powrotu z Oksfordu we wczesnych latach 90. Wróciłem do starego wiejskiego domu w wiosce Barton-on-the-Heath pośród wzgórz Cotswold (wzmiankowanej przez Szekspira w Poskromieniu złośnicy), do którego to domu, podobnie jak wielu studentów Zbyszka, byłem zapraszany, będąc studentem Oksfordu. Moja żona i ja naprawdę ciepło wspominamy wizytę w Barton jako nowożeńcy. Wtedy to poznaliśmy zdumiewające szczegóły dotyczące walki Zbyszka w polskim ruchu oporu i jego otarcia się o śmierć – opowiedział nam o tym emerytowany brytyjski pułkownik mieszkający w wiosce. Po tamtym czasie Susan i ja zaczęliśmy pracować na uczelni. Pełczyńscy dali nam przykład stałej dbałości i powrotu do tradycji, które wydawały się zagrożone lub nie na swoim miejscu pośród chaotycznych zmian, jakie dokonały się w XX wieku – oddane sobie małżeństwo, wspaniałe dzieci, odrestaurowany wiejski domek i ofiarna praca na rzecz średniowiecznej uczelni i intensywnego kształcenia młodego pokolenia uczniów i liderów. Zobaczyliśmy, jak odwdzięczają się za ludzką życzliwość, która im pomogła jako imigrantom w przetrwaniu traum lat 30. i 40. – odpłacając to w swojej rodzinie, wiosce, uczelni i dalej, w Wielkiej Brytanii i w Europie. Jako opiekun naukowy i profesjonalny mentor, Zbyszek pozostaje dla mnie wzorcowym teoretykiem politycznym oraz pedagogiem, tym bardziej wyjątkowym w czasach, kiedy środowisko akademickie ogólnie, a teoria polityczna szczególnie są podzielone na rywalizujące ze sobą szkoły i kasty. Jego listy lektur, rekomendowane wykłady, a także rozmowy prowadzone z nim były o wiele bardziej umiarkowane poglądowo i otwarte niż w przypadku jakichkolwiek innych znanych profesorów, których spotkałem w różnych krajach. Oksford sprawił, że ten sokratejski duch pozostał w dolinie Tamizy, kiedy naturalna potęga Wielkiej Brytanii malała, ale mimo to nadal pozostawała ona ostoją i schronieniem dla szkolnictwa wyższego. Jeżeli Oksford i inne ważne miejsca kształcenia mogą w dalszym ciągu rodzić i podtrzymywać takie duchy, to jest to bardzo doniosłe osiągnięcie, które będzie owocować przez dziesięciolecia. Jesteśmy winni wdzięczność Davidowi McAvoyowi za to, że pozwolił nam poznać, lub też przypomnieć sobie, właśnie te lekcje, poprzez przybliżenie nam życia Pełczyńskiego.

Book of the Week: Zbigniew Pelczynski ‘A Life Remembered’

ZAP COVER

Author David McAvoy

Publisher Grosvenor House Publishing, 2012

ISBN 9781781487754

RRP £9.99

 

You can learn a lot from a book like this. First you get to read about someone else’s life — in this case the subject is alive and well in the Cotswolds, it should be noted — and inwardly compare it to your own. Secondly, and because this is about an Oxford life, there are valuable historical insights into the University.

Zbigniew Pelczynski’s experience as a youth fighter in the Warsaw Uprising in 1944 makes for a gripping narrative and frames everything that follows. He was very nearly killed in a basement crammed with people and dive bombed by a Stuka, saved only by a thick beam underneath which he happened to be standing, and many hours later by rescuers who dug their way into the collapsed building. From the perspective of a fellow Pole, we find out several decades and many pages later, Pelczynski was automatically a war hero. From Pelczynski’s perspective he was a willing participant — though it’s less clear how many shots he actually fired in anger.

This reviewer would have liked a greater degree of reflection on such matters, but the weakness of the book, if it has one, is that it is written by someone else, so never quite shakes off the air of faithfully recorded speech. Because author David McAvoy has been duly diligent in not missing anything out, there is a great emphasis on what happened, all in the third person, and rather less on the inner ambiguities of decision making and action. It’s not quite a biography and it’s not quite an autobiography. Balancing these literary considerations, however, is an invaluable historical record that appears to be robust about mistakes and failings, thus avoiding the defect of most memoirs.

Pelczynski’s life speaks for itself. He was one of a golden generation that, having survived the war, seized every opportunity and valued every success. He had the gifts of a socially aspirational mother and the entrepreneurial instincts of his businessman father, but was besides everything else preoccupied with learning and wanted to answer deep questions concerning political legitimacy. Born in Poland in 1925, the end of the war saw his release in Germany as a POW — grateful not to have been executed arbitrarily in Warsaw. Then he managed to latch onto a fragment of the British army and hence, via a scholarship scheme, to St Andrews and then Oxford.

Pelczynski came into his own at Oxford, acquiring a DPhil on the study of Hegel’s minor political writings, until then all but ignored. He was then a lecturer at several colleges before taking up a permanent fellowship at Pembroke, where he remained until retirement. 40 years of teaching politics at Oxford harvested a rich crop of Pelczynski alumni, but it was by no means his only achievement. He gained some renown as a Hegel scholar and globe-trotted to Yale and Harvard on visiting professorships. But, by his own estimation, his greatest contribution was setting up the Oxford Colleges Hospitality Scheme in 1982, which allowed hundreds of Polish scholars to visit Oxford and pursue their studies during the Long Vacation, before returning to Poland and furthering — one might assume — values and causes inimical to the Communist dictatorship that subsequently collapsed. Pelczynski was duly awarded an OBE because the scheme attracted Foreign Office support and Hungarian-American billionaire George Soros, and was subsequently expanded into a much wider scheme for former Soviet Bloc countries. In retirement, Pelczynski advised the post-Communist government in Poland, sometimes commuting there from Oxford on a weekly basis. Finally, he established a School for Young Social and Political Leaders in Warsaw, which was later renamed School for Leaders of Civil Society, and celebrated its 20th anniversary last November.

Turning to Oxford, we learn at least four significant lessons. First, that to have been a Hegelian in mid-late twentieth-century Oxford (as it would have been perceived, and still today, as distinct from merely a scholar of Hegel) meant trouble. Secondly, that low academic standards common before the war persisted well into the 1950s, at least if we follow Pelczynski’s experience as a young fellow at Pembroke. Thirdly, that Pelczynski’s generation had unique opportunities as scholars that just seem quaint from today’s perspective. Finally, that Oxford really was stuffy and dreary in the post-war years, with hardly any women and the worst imaginable coffee.

Starting with the caffeine, Pelczynski recounts that, as a young fellow in the 1960s, he resolved to address the lamentable coffee served at Pembroke. He investigated the existing situation: it turned out that the SCR Butler, Mr Duke, was accustomed to making coffee just twice a week by grinding some beans and boiling them fiercely in a giant pan for twenty minutes. That batch would then be served up and re-heated for the next three days. Pelczynski gathered support from the fellowship for a fine machine, which was duly delivered:

“He had reckoned without the ingenuity of his adversary. Three times in as many weeks Mr Duke contrived to damage the machine and make it unusable. Three times he went back to his old ways. Eventually Pelczynski gave up the fight. The bold reformer had been defeated in his first brush with Oxford’s conservatism.”

It’s a funny story, but only up to a point. The Oxford of those years, as recalled by a young foreigner full of spring in his step, was draughty, cold, largely women-free and to a large degree repressed. The food was awful and no one wanted to change anything.

The antidote is when Pelczynski was able to purchase — as a student at Nuffield using an endowment fund — a Patrick Heron painting for £20, bringing in a bit of the new and demonstrating how extraordinary Oxford can be at handing patronage down to the next generation, no questions asked.

On the subject of Hegel, the Oxford objection of course was that he was German. No one could spell Nietzsche, but Oxford knew that Hegel influenced Marx and led to Hitler. Pelczynski is described as a long-time friend of Isaiah Berlin (despite their disagreements over Hegel), but it ended in acrimony concerning the inclusion — in a collection meant to be dedicated to him — of an essay on Hannah Arendt. On this occasion, as an old man, he displayed a surprising intolerance. He shouted to Pelczynski that he hated Arendt and all her ideas. Elsewhere, we hear that it was very hard for Pelczynski to get a doctoral supervisor, simply because no one in Oxford read Hegel, assuming they had even heard of him. Continental philosophy has never cut much mustard in Oxford, and to this day retains a curious status. This situation must have puzzled Pelczynski more deeply than the book reveals, and is not entirely separate in spirit from Mr Duke’s refusal to use the coffee machine.

On the subject of low academic standards, Pelczynski tried to set Saturday morning collections and no one came save one chap, who explained that Saturdays were for rowing. Separately, Pelczynski received a special note of thanks from the Master, when after some years he managed to garner more seconds than thirds from the year group — although in today’s money that would surely mean more firsts than 2.1s, allowing for grade inflation. Clearly also, however, other colleges like Merton had already raised standards, so the evidence is not sufficient to make a general conclusion, other than that the work a little, play hard ethos of the Depression years died hard in some quarters.

The other point, that Pelczynski’s generation had unique opportunities as scholars that just seem quaint from today’s perspective, crystallizes around his experience of being approached by the Social Sciences Editor of Cambridge University Press, Patricia Skinner, in 1968. Did he have something they could publish? He didn’t, but went on to gather some essays on Hegel to which he appended an introduction. Published in 1971, missing the bicentenary of Hegel’s birth by a year, Hegel’s Political Philosophy: Problems and Perspectives duly appeared.

“The effect on Pelczynski’s career was even more dramatic. An obscure fellow of a small college, well-known and respected in Oxford but scarcely heard of elsewhere, found himself almost unwittingly transformed into a Hegelian scholar with an international reputation.”

None of this could happen today. The editor wouldn’t come knocking; the contributors wouldn’t write original essays for someone else’s glory; there wouldn’t even be much glory for an edited collection, let alone visiting professorships to Harvard and Yale.

In other words, Oxford was a small and very elite academic community even in the late 1960s. There was a clarity of purpose that we might still find ourselves mourning the loss of, particularly as it applied to taking students and teaching very seriously and research and scholarship rather less so. The author of this book, one of Pelczynski’s near-contemporaries, expresses regret at the end that Pelczynski never issued a monograph nor even a text book, and yet one wonders if, for all our obsession with publication output, the broader wonders of a college fellowship have been distorted.

In Pelczynski’s case, it wasn’t just about love of Oxford and teaching, but the wherewithal to become a man of action and politics and journalism. By nature not inclined, one supposes, to spend a life in the archive, he achieved much more through radio broadcasting and essay writing about Poland in the early 1980s when outsiders didn’t know what was happening there, and then through the scholarship and leadership initiatives that played a role, however small, in ending the Cold War. The worry today would be that such breadth is being squeezed out of Oxford careers by narrow assessment criteria preoccupied with research — at the expense of everything else.

 

W Oksfordzie i w Warszawie życie z pasją

Z A Pelczynski

W Wielkiej Brytanii ukazała się biografia uczonego, intelektualisty, doradcy rządu RP, animatora, organizatora oraz lidera przedsięwzięć, projektów społecznych i naukowych Profesora Zbigniewa Pełczyńskiego. Książka ogromnie ciekawa z przynajmniej kilku powodów. Biografia Pełczyńskiego jest świetnie napisana i niezwykle wprost szczera, co jest zapewne rezultatem mądrej współpracy opisującego Davida McAvoy’a, byłego studenta i przyjaciela Pełczyńskiego, i opisywanego. Recenzuje Piotr Perczyński.

Prof. Zbigniew Pełczyński, założyciel Szkoły Liderów w Warszawie

Droga życiowa Pełczyńskiego posłużyć może za scenariusz filmu bogatego w zmiany kierunku działań i zainteresowań głównego bohatera. Stanowić może również symbol losów wojennych i powojennych pewnej części polskiej inteligencji.

Po bohaterskim udziale w Powstaniu Warszawskim i epizodzie służby w Polskich Siłach Zbrojnych na Zachodzie Pełczyński, jak wielu młodych Polaków, zdecydował się z powodów politycznych nie wracać po wojnie do Ojczyzny. Jak wielu z nich, podjął intensywną i pełną wyrzeczeń i wysiłków naukę w Wielkiej Brytanii.

Wysiłki te doprowadziły go, po wielu perypetiach, do stanowiska fellow Uniwersytetu w Oksfordzie i, z biegiem lat, ugruntowania pozycji naukowej jako jednego z najwybitniejszych znawców G.W.F. Hegla na świecie. Napisał wiele istotnych artykułów i zredagował najważniejsze w tym obszarze książki – bez wymienia nazwiska Pełczyńskiego nadal nie sposób dziś rozmawiać o politycznych ideach Hegla.

Na podstawie lektury biografii można stwierdzić, że naukowe badania Pełczyńskiego umożliwiające nowe spojrzenia na myśl polityczną Hegla przyczyniły się do ugruntowania się ideologicznego i politycznego światopoglądu Profesora. Światopoglądu, w którym pro-państwowość, upodobanie do sprawnej i uczciwej administracji rządowej łączy się ściśle z obywatelskością, otwartością i liberalizmem rozumianym jako doktryna czy ideologia o silnym prospołecznym zabarwieniu, co znalazło później wyraz w pracy jako doradca rządu RP na początku lat 90-tych.

Od samego początku akademickiej kariery poza działalnością naukową Pełczyński niezwykle silnie włączył się w działalność społeczną. Z biografii wynika wyraźnie, że swoją misję naukowca i wykładowcy rozumiał zawsze jako działanie zmierzające również do poprawy warunków studiowania i bytowania studentów tej tak szacownej instytucji. Jego bezpośredni serdeczny kontakt z studentami (wśród których byli m.in. Bill Clinton, Viktor Orban i Radosław Sikorski) i młodymi naukowcami, którego bardzo wiele świadectw znajdziemy w książce, stał się wręcz jego znakiem rozpoznawczym.

Dwa wielkie projekty, dzięki którym nazwisko Profesora stało się znane w Polsce szczerszym kręgom społecznym, to tzw. Hospitality Scheme (a później program stypendialny Soros/FCO), dzięki któremu setki polskich studentów i naukowców mogło studiować i prowadzić badania w Oksfordzie, oraz Szkoła Liderów, która stała sie kuźnią politycznych i obywatelskich kadr dla odrodzonej polskiej demokracji.

Projekty, pomyślane najpierw dla Polaków, rozszerzyły się następnie na inne kraje naszego regionu Europy. Ten ostatni projekt, który powstawał w okresie odchodzenia Pełczyńskiego od pracy zawodowej na uniwersytecie, był zasadniczym odejściem od działania obliczonego na naukowego odbiorcę elitarnej edukacji akademickiej. Stanowił jednak, co wynika bezspornie z książki, logiczną kontynuację politycznych i społecznych zainteresowań Profesora i jego diagnozy dotyczącej słabych punktów młodej demokracji polskiej, tak na poziomie państwowym, jak i lokalnym. Po raz kolejny do głosu doszedł wrodzony Pełczyńskiemu entuzjazm i energia, które w jego przypadku doprowadzają, jak dowodzi książka, nie tylko do startu, ale i do sukcesu kolejnych przedsięwzięć.

Obraz jaki uzyskuje czytelnik po przeczytaniu książki, to sylwetka niebanalnego, interesującego i pełnego energii (a nawet misji) współczesnego Europejczyka. Emigranta, który z ciekawością, bez zaślepienia, ze zrozumieniem obserwuje rozwój wydarzeń w (najpierw komunistycznej, później demokratycznej) Ojczyźnie, gotów do rad, pomocy i poświęceń. Obywatela brytyjskiego, który zachował typowo polski romantyzm i rozmach w podejmowaniu wyzwań. I zarazem Polaka, który w zorganizowany na anglosaską modłę, chłodny sposób planuje na wiele lat naprzód poważne przedsięwzięcia logistyczne wymagające pozyskiwania niebagatelnych funduszy, w czym zresztą również okazał się niedościgłym mistrzem.

Przedstawienie w tak ciekawy i zarazem przekonujący sposób postaci Pełczyńskiego jest bez wątpienia zasługą świetnego stylu McAvoy’a, który potrafił opisać jego bogate, pełne pasji i spełnione życie w sposób lekki, niepomnikowy i dowcipny (wiele anegdot). Lektura absolutnie warta polecenia, dziś po angielsku, a w przyszłości być może również po polsku.

Piotr Perczyński

Zbigniew Pelczynski: A Life Remembered, by David McAvoy, Grosvenor House Publishing Ltd, 2012