My Two Homelands

Zbigniew Pełczyński

Moje dwie Ojczyzny

Czy można mieć dwie Ojczyzny? –  albo  inaczej – czy można być patriotą dwóch krajów? Moja teza brzmi, że można. Postaram się poprzeć ją nie tyle naukowymi czy też logicznymi argumentami, ile przykładem mego własnego życia. Na początek jednakże spróbuję zdefiniować pojęcie ojczyzny, i odróżnić jego zakres od innych określeń bliskich znaczeniowo.

Ojczyzna to coś innego niż państwo (pojęcie prawno – polityczne) albo naród (pojęcie etniczno – kulturowe). W większości języków europejskich pojęcie to wywodzi się  od ojca; ojczyzna to kraj pochodzenia ojca lub pra – ojców, kraj ojczysty (patria, patrie, Vaterland, otczestwo). W krajach anglojęzycznych natomiast słowo „fatherland” jest rzadko stosowane; częściej używa się słowa „mother country” (kraj matczyny), tak na przykład określają Australijczycy i Nowozelandczycy swoje brytyjskie pochodzenie. Najczęściej używa się takich słów jak „homeland” lub „home country”, a więc w centrum tego pojęcia znajduje się dom, czyli miejsce stałego zamieszkania – można powiedzieć miejsce zakorzenienia.

Wydaje mi się jednakże, że ojczyzna to bardziej skomplikowane pojęcie niż sugerują to powyższe, etymologiczne rozważania i przykłady zastosowania w różnych systemach językowych.  Jego podstawą jest swoista wspólnota ludzka z którą łączy nas poczucie przynależności a inni członkowie tej wspólnoty nie kwestionują tej przynależności. Warto w tym miejscu nadmienić, że wspólnota ta może mieć zróżnicowany zakres – mówimy przecież (z uzasadnieniem) o „małych ojczyznach”, a niektórzy (mniej przekonywująco) – o „naszej europejskiej ojczyźnie”. W dalszej części rozważań zignoruję jednakże zróżnicowanie na małe i ogromne ojczyzny. „Standardowa” wspólnota ojczyźniana jest, że tak powiem –  wielowymiarowa. Nie wszystkie wymiary są konieczne, jedne mogą być ważniejsze od innych, a ich ranga może zmieniać się w czasie. Ma więc ona wymiar przestrzenny (terytorium), wymiar czasowy (od przeszłości do przyszłości), wymiar etyczny (wartościujący), wymiar kulturowy, wymiar polityczny, wymiar deskryptywny, wymiar mitologiczny, a nawet wymiar życzeniowy („wishful thinking”), czyli oczekiwania co do którego nie ma żadnej gwarancji, że się ziści. Ojczyzna może być ideałem, marzeniem, utopią.  Dominują w tym pojęciu elementy subiektywne, sposoby postrzegania rzeczywistości –  identyfikowania się z nią, zachowań, które z niej wynikają.

Z tych różnorodnych – obiektywnych i subiektywnych – elementów konstruujemy nasze pojęcie Ojczyzny, choć inni mogą się z nim nie zgadzać. Nasi znajomi, sąsiedzi, nawet krewni mogą przypisywać nas do innej Ojczyzny. Patriotyzm zatem, to pewien moralny, emocjonalny i behawioralny stosunek do takiej konstrukcji, którą ja i „pokrewne dusze” wiążą z pewną Ojczyzną. Kraj w którym żyję wcale nie musi być moją Ojczyzną. Przykładowo, dla polskich emigrantów z Galicji, Mazowsza czy Wielkopolski na przełomie XIX i XX wieku, którzy na stałe osiedlali się w Pensylwanii lub Chicago, Ojczyzną była zdecydowanie Polska a nie USA, choć z pewnością różnie pojmowali słowo Polska.

***

Nie wiem, czy mam prawo uważać się za Polaka z „dziada pradziada” i co to może oznaczać w moim przypadku. Ojciec mój urodził się w 1890 roku   w Kongresówce, na wsi w okolicach Sieradza. Matka moja urodziła się w Charkowie z ojca Polaka i matki Ukrainki, która osierociła ją, kiedy matka moja była jeszcze dzieckiem. Obydwoje byli poddanymi cara Mikołaja II a nie obywatelami wolnej Polski, choć czuli się Polakami a nie Rosjanami.

Los zdecydował, że ja urodziłem się w niepodległej (drugiej) Rzeczpospolitej Polskiej w Grodzisku Mazowieckim w roku 1925. Moją Ojczyzną pod każdym względem była Polska. Jaki był to kraj? Jak ja postrzegałem wspólnotę do której przynależałem?

Wschodnią granicę państwa dość arbitralnie określił Traktat Ryski z bolszewicką  Rosją; pozostałe granice zdefiniował Traktat Wersalski. Czy były to jednakże „naturalne”, „sprawiedliwe”, „historyczne” granice tego kraju?. Czy ta Ojczyzna była polska czy wielonarodowa? Czy należeli do niej Ukraińcy, Białorusini, Żydzi, Litwini i Niemcy, którzy stanowili jedną trzecią ludności ówczesnego państwa polskiego? Polska była niezależnym państwem, ale jej ustrój nie był powszechnie akceptowany, zwłaszcza kiedy z demokracji parlamentarnej ewoluował w dyktaturę wojskową, a następnie w kierunku faszyzującego autorytaryzmu. Ale ponieważ byłem dzieckiem, to sprawy te mało mnie wówczas interesowały.

Miałem trzynaście lat i osiem miesięcy kiedy przestało istnieć państwo polskie i w dobrze mi znanej formie nigdy już się nie odrodziło. Kraj został podzielony na trzy części i poddany okrutnej władzy nazistowskiej III Rzeszy i komunistycznego Związku Radzieckiego. Mimo to – paradoksalnie – Polska nie tylko pozostała moją Ojczyzną, ale świadomość mojej polskości i poczucie patriotyzmu stały się bez porównania silniejsze i bardziej wyraziste. W Generalnej Gubernii , a dokładnie w Warszawie, gdzie spędziłem wojnę, obowiązywał szczegółowy kodeks zachowań patriotycznych, którego dość wiernie przestrzegałem, choć nie wszyscy warszawiacy byli być może tak skrupulatni – odrzucanie wszystkiego co niemieckie, unikanie kontaktów z Niemcami, wymigiwanie się od stosowania przepisów, a gdy tylko było to w miarę bezpieczne – czytanie Biuletynu Informacyjnego lub słuchanie polskich audycji BBC z Londynu. Jako młody chłopak w wieku gimnazjalnym podjąłem naukę na tajnych kompletach najpierw z historii Polski i łaciny, a potem – w liceum – ze wszystkich przedmiotów. W 1943 roku wstąpiłem do podziemnej organizacji szkoleniowo – patriotycznej pod nazwą Grupy Katolickie, która miała nas przygotować do działalności obywatelskiej po wojnie. W listopadzie 43-go roku wstąpiłem do Armii Krajowej – w moim przypadku raczej z poczucia patriotycznego obowiązku, niż w poszukiwaniu bohaterskiej przygody. Po wybuchu Powstania służyłem blisko dwa miesiące w szeregach Pułku Baszta na Mokotowie – sumiennie, ale bez heroizmu. Subiektywne poczucie, że walczę o wolną Ojczyznę i w każdej chwili mogę dla niej zginąć było bardzo budujące i w pewnym sensie było szczytem patriotyzmu w moim życiu. W moim ówczesnym licealnym środowisku dominowało przeświadczenie, że wkrótce Polska odrodzi się jako wolne, silne, demokratyczne państwo. Licząc na pomoc zachodnich aliantów wierzyliśmy, że kraj nasz szybko nadrobi straty wojenne i fenomenalnie rozwinie się dzięki naszemu zaangażowaniu  w to dzieło… Moja naiwność graniczyła ze ślepotą. Nad moim tapczanem wisiała wielka niemiecka mapa Europy, na której można było śledzić frontowe postępy naszych aliantów na Zachodzie i Armii Czerwonej na Wschodzie. Zanim dostałem się do niewoli, armia ta okupowała już wschodni brzeg Wisły. Opuszczałem Warszawę w drodze do jenieckiego obozu (na moje szczęście aż do Bremy, więc nie trafiłem do radzieckiej strefy okupacyjnej) w momencie, kiedy w Lublinie powstawała władza Polskiego Komitetu Wyzwolenia Narodowego, która z pomocą i pod osłoną Armii Czerwonej i NKWD przejmowała kontrolę nad coraz szerszym terytorium i stopniowo tworzyła PRL wraz z monopartyjną dyktaturą, wzorowaną na stalinowskim ZSRR.

Ja z kolei zaczynałem nowe życie na Zachodzie. Dzięki krótkiej służbie w Pierwszej Dywizji Pancernej dowodzonej przez gen. Stanisława Maczka dostałem stypendium na Polski Wydział Prawa przy Uniwersytecie Oksfordzkim i od lutego 1946 roku zacząłem wyższe studia na koszt brytyjskich podatników, a potem fundacji i instytucji akademickich Wielkiej Brytanii, które trwały równo dziesięć lat. Kiedy Wydział Prawa zawiesił swoją działalność, a ja opanowałem tyle o ile język angielski, przeniosłem się na uniwersytet w szkockim St. Andrews, potem zrobiłem drugie magisterium w Oksfordzie, rozpocząłem pracę nad doktoratem, którą sfinalizowałem w roku1956. Następnie zacząłem uczyć politologii jako tutor w różnych kolegiach, aż wreszcie w styczniu 1961 zostałem etatowym wykładowcą uniwersyteckim i Fellow’em (tj. członkiem Rady Zarządzającej) Pembroke College, bez tytułu, ale ze statusem odpowiadającym do pewnego stopnia polskiej profesurze. Poza dydaktyką i sprawowaniem różnych administracyjnych funkcji w moim kolegium i na uniwersytecie prowadziłem badania naukowe, publikowałem i stałem się wybitnym (można powiedzieć światowej sławy) specjalistą od myśli politycznej G.W.F. Hegla. Pembroke College i Uniwersytet Oksfordzki były niejako moim drugim domem, a piękne, zabytkowe miasto Oksford, znane jako „a city of dreaming spires” (miasto strzelistych wieżyczek) stało się moją „małą ojczyzną” w której  przeżyłem czterdzieści trzy lata do momentu przejścia na emeryturę w 1993 roku –  ponad dwa razy więcej niż spędziłem w mojej wczesnej, dużej polskiej Ojczyźnie. W 1961 roku założyłem rodzinę i podjąłem się wraz z Denise, urodzoną w Rzymie w maltańskiej rodzinie, ciekawego zadania wychowywania trójki anglojęzycznych, brytyjskich dzieci.

***

Czy i kiedy stałem się Brytyjczykiem i co się stało z moją polskością?

Decydującym momentem było otrzymanie obywatelstwa brytyjskiego. Miało to miejsce w listopadzie 1952. Obyło się bez żadnych trudności dzięki mej służbie w Wojsku Polskim i sześcioletnim, pomyślnym studiom w Szkocji i Anglii. Na początku 1946 roku, kiedy znalazłem się na Wyspach Brytyjskich nie wykluczałem możliwości powrotu do Polski po skończeniu studiów. Wyobrażałem sobie, że będą one przydatne w odbudowie kraju, a ja  będę w Polsce mile witany. Jednakże sytuacja polityczna, którą bacznie śledziłem, szybko pogrzebała te nadzieje. Polska stawała się coraz bardziej komunistyczna, wprost stalinowska. Akowcy i powstańcy warszawscy byli dyskryminowani, a każdy związek z Zachodem był podejrzany. Formuła ówczesnego państwa oraz Konstytucja Lipcowa 1952  były zaprzeczeniem wszystkiego o czym marzyłem do wybuchu Powstania Warszawskiego. Nie mogłem się z tym wszystkim identyfikować – nie była to już w żadnym sensie moja Ojczyzna. Pogłębiający się stalinizm, który osiągnął w Polsce szczyt w końcu 1954 roku, a więc już po śmierci Stalina, utwierdził mnie w tym przekonaniu.

A jednak pamiętam, że kiedy w obecności notariusza i kilku kolegów ze studiów, przysięgałem na Biblię wierność Królowej Elżbiecie II i jej prawnym następcom, ściskało nie coś za gardło. Myślałem, że tym aktem zamykam sobie na zawsze drogę powrotna do rodzinnego kraju, że nigdy nie zobaczę rodziny i znanych z młodości stron, że wyrzekam się istotnej części mojej osobowości. Tymczasem historia sprawiła mi fantastyczną niespodziankę. XX Zjazd KPZR i tzw. „druga śmierć Stalina” wskutek tajnego przemówienia N. Chruszczowa w marcu 1956 wywołały ferment w bloku sowieckim, który przybrał najsilniejsze (przed Budapesztem) formy w PRL. Ostra krytyka stalinizmu w prasie, rozruchy poznańskie w czerwcu, konflikt z „towarzyszami radzieckimi” o skład kierownictwa i nowa linia polityczna PZPR, VIII Plenum KC i powrót Władysława Gomułki do władzy z jego sloganem „polskiej drogi do socjalizmu” – te wydarzenia zmieniły zarówno kraj jak i moją sytuację. W grudniu 1956 roku otrzymałem wizę do PRL i przyjechałem na Boże Narodzenie do rodziny. Zostałem do wyborów styczniowych 1957 i byłem świadkiem realnych zmian, które miały wtedy miejsce i jeszcze większych nadziei na przyszłość. Przekonałem się wówczas naocznie jak niewiele zmieniła się mentalność społeczeństwa polskiego, jak silne pozostały tradycje rodzinne, kościelne i narodowe. Polski komunizm był czymś „zewnętrznym”, „mechanicznym”, nawet jeśli uzyskał częściową akceptację na skutek wydarzeń Października.

Od tej pory, można powiedzieć, mój patriotyzm zaczął się odradzać. Zdobywanie uznania naukowego w świecie i coraz głębsze zakorzenienie w brytyjskie życie, skrupulatne przestrzeganie moich prawnych i obywatelskich obowiązków („patriotyzm życia codziennego”- jak nazywał to Hegel), dzielenie wielu sentymentów z mymi brytyjskimi współobywatelami (takich jak głęboki kryzys gospodarczy, rozkład Partii Pracy – na którą głosowałem jako wyborca – i ruchu związkowego, wojna o Falklandy, terroryzm IRA, czy też wejście Zjednoczonego Królestwa do Wspólnoty Europejskiej) – to wszystko było dla mnie bardzo ważne. Ale Polska grała wówczas ważną rolę w mej psychice i coraz większą rolę w mym życiu zawodowym i osobistym. Zacząłem publikować – naukowo i publicystycznie – o wydarzeniach w Polsce, takich jak upadek Gomułki i Gierka, a następnie powstanie NSZZ „Solidarność” i jej utarczki z władzą. Byłem tą osobą, która po wprowadzeniu stanu wojennego miała za zadanie wytłumaczyć w najpopularniejszym dzienniku telewizyjnym BBC „Six o’oclock news” pięciu milionom Brytyjczyków, co to oznacza i jakie może mieć konsekwencje.

W maju 1982, przed dużą oksfordzką publicznością, wygłosiłem odczyt pod tytułem „Polska droga od komunizmu”, w którym – na podstawie historycznej i socjologicznej analizy Polski po 1944, choć z pewnym elementem „wishful thinking”- przepowiedziałem nieuchronny koniec komunizmu w jego dotychczasowej postaci. Tego rodzaju działalność wzmocniła moją pozycję naukową i prestiż osobisty. Kilka miesięcy później z mojej inicjatywy został stworzony „program gościnności kolegiów oksfordzkich”, który przyjął się błyskawicznie obejmując wszystkie 37 kolegia. W okresie nieco dłuższym niż dziesięć lat programem objęte zostało ponad 800 studentów, doktorantów i pracowników naukowych z Polski, którzy dzięki temu mogli spędzić co najmniej jeden miesiąc na tym najstarszym uniwersytecie brytyjskim należącym do światowej czołówki wyższych uczelni. Działalność ta przyniosła mi ogromną satysfakcję, ponieważ udało mi się,  wykorzystując możliwości, które dawały moje obywatelstwo i pozycja akademicka – pomóc kilkuset Polakom i przyczynić się w jakimś stopniu do rozwoju nauki w Polsce. Dzięki przynależności do mojego brytyjskiego „homeland” mogłem uczestniczyć istotnie w życiu mej pierwszej, polskiej Ojczyzny wspierając jeden z jej pierwszych, transformacyjnych kroków w stronę Europy Zachodniej. Symbolem tej przynależności do dwóch wspólnot i uznania mej działalności na rzecz obydwu, było przyznanie mi w tym samym 1992 roku dyplomu „Oficera Imperium Brytyjskiego” (OBE) przez Królową Elżbietę II (za wzmocnienie stosunków brytyjsko – polskich) i tytułu Komandora Orderu Odrodzenia Polski przez prezydenta Lecha Wałęsę (za wkład w rozwój nauki polskiej). Historia oczywiście po raz kolejny zrobiła mi przysługę. Między moimi  dwiema Ojczyznami nie było konfliktów ani wrogości – wprost przeciwnie, zbliżały się one do siebie w różnorodny sposób. Wielka Brytania zaczęła wspierać rozwój Polski w kierunku demokracji i gospodarki rynkowej jeszcze przed końcem komunizmu i długo po jego upadku.

Schyłek mojej kariery naukowej na Uniwersytecie Oksfordzkim i usamodzielnienie się moich dzieci zbiegły się ze zmianą ustroju w Polsce i procesami jej szybkiej transformacji. Po wielu latach najpierw beznadziejnego, a potem coraz śmielszego oczekiwania, że Polska może stać się Polską o której mgliście marzyłem w 1944 roku – marzenia moje zaczęły się spełniać. Miałem dużo więcej wolnego czasu i mogłem poświęcać go przede wszystkim Polsce. Na zaproszenie prof. Bronisława Geremka byłem przez dwa lata doradcą Sejmowej Komisji Konstytucyjnej a potem doradcą Jana Marii Rokity, ministra – Szefa URM w rządzie Hanny Suchockiej, który stworzył zespół do modernizacji centrum rządu. Niestety, trzy lata częstych przylotów do Polski (pod koniec sprawowania tej drugiej funkcji nawet co tydzień) i mnóstwo poświęconego czasu nie przyniosły spodziewanych efektów – obydwa rodzaje działalności zakończyły się fiaskiem i przede wszystkim nie przyniosły Polsce  żadnych korzyści. Równocześnie zajmowałem się publicystyką, analizując i krytykując niedoskonałości transformacji ustrojowej w Polsce i sugerując niektóre (w mym mniemaniu – lepsze) rozwiązania oparte na znanych mi i bliskich doświadczeniach brytyjskich. Uważałem, że raczej uczciwa krytyka niż pochlebstwo jest właściwą formą patriotyzmu w ówczesnej chwili. Ale nowe polskie elity, prawdopodobnie motywowane fałszywą dumą narodową, nie bardzo zwracały uwagę na moje artykuły i wywiady.

***

I wreszcie szczęście jeszcze raz się do mnie uśmiechnęło – mogłem zrobić coś pożytecznego dla Polski. Dzięki wsparciu Instytutu Społeczeństwa Otwartego, założonego przez węgiersko – amerykańskiego miliardera George’a Sorosa (z którym wcześniej współpracowałem na polu stypendialnym), udało mi się zainicjować tak bardzo potrzebne szkolenie młodych liderów społecznych i politycznych, zignorowane zarówno przez wąsko – akademickie wyższe uczelnie  w Polsce, jak i resztę elit. Dzisiaj, po blisko piętnastoletniej działalności, założone przeze mnie Stowarzyszenie Szkoła Liderów może chlubić się grupą kilkuset absolwentek i absolwentów oraz znaczącym wpływem na rozwój społeczeństwa obywatelskiego w Polsce.

***

Mam nadzieję, że tymi krótkimi, biograficznymi refleksjami udało mi się dowieść, że można mieć dwie Ojczyzny i być podwójnym patriotą, nie tylko w sferze werbalnych deklaracji i nawet szczerych odczuć, ale – co chyba najważniejsze – w sferze konkretnych działań i wymiernych efektów. Wiele lat temu, podczas przyjęcia u jednego z ambasadorów Jej Królewskiej Mości w Warszawie, pana Normalna Reddawaya, był on uprzejmy powitać mnie i przedstawić jako „200 per cent man – 100 per cent Polish and 100 per cent British”. Zawierała się w tym stwierdzeniu pewna przesada, ale wiernie oddaje ono to co wtedy czułem i czego dzisiaj doświadczam.

Advertisements

ZBYGNIEW PELCZYNSKI: A Life Remembered, by David McAvoy (1959)

From E-Learning V

Fig.1 Front Cover: The young Hegel scholar giving a tutorial in his rooms at Pembroke College, Oxford

A Review

Pembroke has had more than its fair share of remarkable dons. It was during his time at the College that J. R. R. Tolkien wrote The Hobbit and the first two volumes of The Lord of the Rings. Sir Robert Mackintosh saved the lives of countless servicemen during the Second World War by his hazardous experiments to test life jackets and other equipment. Sir George Pickering’s work on high blood pressure was ground-breaking. Robert Baldick, the flamboyant, prolific and bearded fellow in French was the celebrated editor of the Penguin Classics series, was in his mid-forties and at the height of his powers when he died in his mid-forties in 1972. Robert Heuston became one of Britain’s most influential and innovative constitutional lawyers. Simon Blackburn went on from his fellowship at Pembroke to become the country’s most famous philosopher, while Piers Mackesy’s historical writings became a model for the study of guerilla warfare.

Among this distinguished gallery, Zbygniew (“Zbyszek”, “Zbig”,” ZAP”) Pelczynski is undoubtedly one of the outstanding and most loved Pembroke fellows of the last century. From the 1950s to the early 1990s he was first a lecturer then a fellow in politics. Yet, this long period of service was neither the beginning nor the end of his career. Since his retirement nearly twenty years ago, he has remained as least as active as before in advising Polish governments and in training young leaders of his native country following the fall of Communism. His work continues as he commutes tirelessly between Barton-on-the-Heath near Oxford and Warsaw.

Inevitably, Zbyszek was something of a mystery to colleagues in light of his early history as a child in Poland, as a fighter in the abortive Warsaw uprising of 1944 and as a prisoner of the Nazis. He stood out in the College not only for his devotion to his students but for his sense of style, which extended to the fashionable modernism of the furniture and artwork in his rooms.

Thanks to David McAvoy, one of Zbyszek’s earliest students at Pembroke, we now have a rounded, very well-written account of his long life. It will be of exceptional interest not only to his pupils and colleagues but to newer generations of Pembrokians to whom the Soviet Union and its grip over Central and Eastern Europe, thankfully, are things of the past.

It is worth noting that it was an innovation of the current Master, Giles Henderson, that led to the author to undertake this ambitious but thoroughly successful work. One of the annual meetings at which the College financial accounts and developments are presented to old members was the occasion when the author started talking with his former tutor and the idea of a biography germinated. The two of them had unusually frank and personal discussions, consulted a considerable number of people who had played parts in Zbyszek’s life and even visited Warsaw together to see the sites where he had narrowly survived during the uprising.

Though the author is at pains to explain that his book is not a conventional biography but rather a collection of reminiscences of his subject, it succeeds in telling an unusual story which will fascinate Pembrokians and Zbyszek’s many admirers in Poland. It has a far wider relevance as the story of a man who was fated to experience the sufferings of Hitlerism, to be exiled from his country by the excesses of Stalinism and who nevertheless exemplified hope, moderation, and tolerance, and who taught the theory and practice of the “civil society”.

While the book was being prepared Zbyszek obviously spoke with notable frankness about topics that are normally passed over. Not only does the Zbygniew Pelczynski: A Life Remembered tell of the subject’s change from active Catholicism to being a non-believer, we learn of the secrets of his sexual development, of his parents’ shortcomings, of initial criticism of his academic capacities by one of his main mentors, of his tax affairs and of aspects of his mental health.

Evidently not all secrets can be revealed in this biography. Perhaps we will never hear the full story about the contest for the Mastership of Pembroke in 1975. This took place when Zbyszek was Vicegerent. In this capacity, he presided over proceedings which led to the final selection of a Master in preference to his own favoured candidate. Little is revealed to the reader apart from the disillusion which Zbyszek felt with the College until Sir Roger Bannister became Master. So, for what it is worth, let the story, as mysterious as The Thirty Nine Steps or The son of The Thirty Nine Steps, continue to be shrouded in darkness and the name of the defeated candidate remain concealed.

As the photograph on the cover of the book well shows, Zbyszek was (and remains) strikingly handsome. Good looks combined with exceptional charm and a talent for friendship. This was to stand him in good stead when he came to Oxford from St Andrews University as a post-graduate student in 1949. It was with his Nuffield College friend David (now Sir David) Butler that he went to a British Broadcasting Corporation party where he met his future wife Denise Cremona. When he rented a country cottage in Berkshire to escape the social attractions of Oxford and to write his doctoral thesis, he found himself a regular invitee of the owner of Compton Beauchamp House, the local Tudor manor. He was even introduced to the equestrian pursuits of the gentry.

Yet, his easy integration into Oxford and into British country life concealed considerable inner turmoil and uncertainty, which were hardly surprising in view of his exceptionally difficult experiences of growing up under Nazi occupation in Poland (well told, though briefly in the book). For over a decade, he did not visit Poland. Only after the death of Stalin and the political thaw in Russia which became evident with the leaking of the secret speech given in 1956 by Communist Party Secretary Nikita Kruschev to the Twentieth Party Congress was there change within Poland sufficient to permit Zbyszek to visit his family and his old friends there.

The 1950s not only was the time when Zbyszek was becoming a part of Oxford life, the decade also was at the height of the Cold War when Western individualism and liberalism was being pitted against Soviet totalitarianism. Instinctively, Zbyszek did not feel comfortable with the rhetoric that posited such an extreme contrast between two opposing types of society. When he revisited Poland in the late 1950s, he saw a country which, though restricted and undemocratic, could not realistically be described as “totalitarian”. Moreover, the individualistic philosophies of Sir Karl Popper (a particular bete noire of his) and even of his friend Sir Isaiah Berlin ignored the communitarian features of a good society. Zbyszek was ahead of his time in taking this position. Until his McCallum Lecture of 1982, he was reluctant to set out his social philosophy in his publications and public utterances.

During his his twenty years at the College, such caution meant that he fell short of becoming a famous public intellectual like Berlin. But the gainers were his students with whom he had inspiring discussions. Later, Zbyszek was to become an important political actor during the period of marshall law in Poland in the 1980s and after the fall of the Communist regime. He showed the same devotion to scholars and young political leaders in Poland and in other parts of Central and Eastern Europe that he has always shown to his charges at Pembroke.

The book shows that Poland, though his primary overseas passion, was by no means his only interest. There are accounts of his enthusiasms for Israel, Australia and for some aspects of the United States.

This is a full and varied account of an inspiring life which is still in full flow.

Michael Pinto-Duschinsky (1961)

Fig. 2 Taking a tutorial – Pembroke College

W Oksfordzie i w Warszawie życie z pasją

Z A Pelczynski

W Wielkiej Brytanii ukazała się biografia uczonego, intelektualisty, doradcy rządu RP, animatora, organizatora oraz lidera przedsięwzięć, projektów społecznych i naukowych Profesora Zbigniewa Pełczyńskiego. Książka ogromnie ciekawa z przynajmniej kilku powodów. Biografia Pełczyńskiego jest świetnie napisana i niezwykle wprost szczera, co jest zapewne rezultatem mądrej współpracy opisującego Davida McAvoy’a, byłego studenta i przyjaciela Pełczyńskiego, i opisywanego. Recenzuje Piotr Perczyński.

Prof. Zbigniew Pełczyński, założyciel Szkoły Liderów w Warszawie

Droga życiowa Pełczyńskiego posłużyć może za scenariusz filmu bogatego w zmiany kierunku działań i zainteresowań głównego bohatera. Stanowić może również symbol losów wojennych i powojennych pewnej części polskiej inteligencji.

Po bohaterskim udziale w Powstaniu Warszawskim i epizodzie służby w Polskich Siłach Zbrojnych na Zachodzie Pełczyński, jak wielu młodych Polaków, zdecydował się z powodów politycznych nie wracać po wojnie do Ojczyzny. Jak wielu z nich, podjął intensywną i pełną wyrzeczeń i wysiłków naukę w Wielkiej Brytanii.

Wysiłki te doprowadziły go, po wielu perypetiach, do stanowiska fellow Uniwersytetu w Oksfordzie i, z biegiem lat, ugruntowania pozycji naukowej jako jednego z najwybitniejszych znawców G.W.F. Hegla na świecie. Napisał wiele istotnych artykułów i zredagował najważniejsze w tym obszarze książki – bez wymienia nazwiska Pełczyńskiego nadal nie sposób dziś rozmawiać o politycznych ideach Hegla.

Na podstawie lektury biografii można stwierdzić, że naukowe badania Pełczyńskiego umożliwiające nowe spojrzenia na myśl polityczną Hegla przyczyniły się do ugruntowania się ideologicznego i politycznego światopoglądu Profesora. Światopoglądu, w którym pro-państwowość, upodobanie do sprawnej i uczciwej administracji rządowej łączy się ściśle z obywatelskością, otwartością i liberalizmem rozumianym jako doktryna czy ideologia o silnym prospołecznym zabarwieniu, co znalazło później wyraz w pracy jako doradca rządu RP na początku lat 90-tych.

Od samego początku akademickiej kariery poza działalnością naukową Pełczyński niezwykle silnie włączył się w działalność społeczną. Z biografii wynika wyraźnie, że swoją misję naukowca i wykładowcy rozumiał zawsze jako działanie zmierzające również do poprawy warunków studiowania i bytowania studentów tej tak szacownej instytucji. Jego bezpośredni serdeczny kontakt z studentami (wśród których byli m.in. Bill Clinton, Viktor Orban i Radosław Sikorski) i młodymi naukowcami, którego bardzo wiele świadectw znajdziemy w książce, stał się wręcz jego znakiem rozpoznawczym.

Dwa wielkie projekty, dzięki którym nazwisko Profesora stało się znane w Polsce szczerszym kręgom społecznym, to tzw. Hospitality Scheme (a później program stypendialny Soros/FCO), dzięki któremu setki polskich studentów i naukowców mogło studiować i prowadzić badania w Oksfordzie, oraz Szkoła Liderów, która stała sie kuźnią politycznych i obywatelskich kadr dla odrodzonej polskiej demokracji.

Projekty, pomyślane najpierw dla Polaków, rozszerzyły się następnie na inne kraje naszego regionu Europy. Ten ostatni projekt, który powstawał w okresie odchodzenia Pełczyńskiego od pracy zawodowej na uniwersytecie, był zasadniczym odejściem od działania obliczonego na naukowego odbiorcę elitarnej edukacji akademickiej. Stanowił jednak, co wynika bezspornie z książki, logiczną kontynuację politycznych i społecznych zainteresowań Profesora i jego diagnozy dotyczącej słabych punktów młodej demokracji polskiej, tak na poziomie państwowym, jak i lokalnym. Po raz kolejny do głosu doszedł wrodzony Pełczyńskiemu entuzjazm i energia, które w jego przypadku doprowadzają, jak dowodzi książka, nie tylko do startu, ale i do sukcesu kolejnych przedsięwzięć.

Obraz jaki uzyskuje czytelnik po przeczytaniu książki, to sylwetka niebanalnego, interesującego i pełnego energii (a nawet misji) współczesnego Europejczyka. Emigranta, który z ciekawością, bez zaślepienia, ze zrozumieniem obserwuje rozwój wydarzeń w (najpierw komunistycznej, później demokratycznej) Ojczyźnie, gotów do rad, pomocy i poświęceń. Obywatela brytyjskiego, który zachował typowo polski romantyzm i rozmach w podejmowaniu wyzwań. I zarazem Polaka, który w zorganizowany na anglosaską modłę, chłodny sposób planuje na wiele lat naprzód poważne przedsięwzięcia logistyczne wymagające pozyskiwania niebagatelnych funduszy, w czym zresztą również okazał się niedościgłym mistrzem.

Przedstawienie w tak ciekawy i zarazem przekonujący sposób postaci Pełczyńskiego jest bez wątpienia zasługą świetnego stylu McAvoy’a, który potrafił opisać jego bogate, pełne pasji i spełnione życie w sposób lekki, niepomnikowy i dowcipny (wiele anegdot). Lektura absolutnie warta polecenia, dziś po angielsku, a w przyszłości być może również po polsku.

Piotr Perczyński

Zbigniew Pelczynski: A Life Remembered, by David McAvoy, Grosvenor House Publishing Ltd, 2012